Góra Zborów

Jesień, jesień, jesień. Jak na złość, jesień dookoła szara i ponura. Miało być okienko pogodowe, miało być pięknie i kolorowo. I tak właśnie było, ale za sprawą Oli i Piotrka. Gdy weszliśmy na wschód słońca na Górę Zborów, jedno z lepszych miejsc widokowych na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, mieliśmy cichą nadzieję, że warunki pozwolą nam na wymarzone zdjęcia w blasku słońca. Pozwoliły przez dokładnie 2,5 minuty.

Myśl pozytywnie

Nic więcej nam nie zostało. Wyciskaliśmy z zastanych warunków wszystko co się dało. Z Olą i Piotrkiem złapaliśmy świetny kontakt podczas ich ślubu, na sesji potwierdziło się tylko jak świetnymi są ludźmi. 300 km od domu, w mżawce i mgle biegaliśmy po pustej drodze, chodziliśmy po mokrym lesie, szukaliśmy dojścia do zamkniętego zamku i leżeliśmy w polu. Znaczy, Ola i Piotrek leżeli, a później mówili, że było warto. Hej, przygodo!

Historia lubi się powtarzać

Sytuacja identyczna jak podczas mini sesji w dniu ślubu. Warunki nie pozwalają na stworzenie tego co planowaliśmy. Trzeba kombinować, wymyślać nowe rzeczy, robić coś zupełnie innego niż chcieliśmy. Uwielbiam tą sesję właśnie z tego powodu, pomimo wcześniejszego planowania jest spontaniczna i doskonale pokazuje relację pomiędzy młodymi. Razem można pokonać wszelkie przeciwności i stworzyć coś z niczego. To bardzo ważna lekcja.

Using Format